Cygańskie życie
Nie chcę pieleszy, poduszek z puchu, wolność wystarczy, na nocleg las
Wkładam z fantazją kapelusz czarny, barwną koszulę, ozdobny pas
Wielkich przestrzeni przed sobą pragnę, abym wędrować mógł w każdy dzień
Tańczyć i śpiewać pod gołym niebem, w innym wciąż miejscu zapadać w sen
Skrzypce, gitary zagrają z werwą, smagłe dziewczyny zatańczą znów
Złotoczerwone wirują suknie wokół ich talii i smukłych nóg
Tęskne spojrzenia, tak czarnych oczu całkiem niezwykły to przecież dar
Kiedy Cyganka cię zauroczy trudno nie ulec, bo rzuci czar.
Dzisiaj tu a jutro tam
Inny wciąż oglądam świat
Czasem dom na kołach mam
A czasem tylko w spodniach dziury, tysiąc łat
Tylko tak potrafię żyć
Wolny niczym dziki ptak
Bywać tam gdzie chciałbym być
Nie bacząc, że w kieszeni często grosza brak
Jedna rodzinę tworzymy wszędzie, każdy z Cyganów to przecież brat
I wędrujemy szlakami świata, było tak kiedyś i będzie tak
Kiedy ogniska rozbłyśnie łuna, w lesie rozbrzmiewa radosny śpiew
Śpiewać i tańczyć będziemy zawsze, lubić zabawę to nie jest grzech
Czasem po drodze wichura sroga, trzeba się schronić gdzie wskaże los
Strawy resztami obdzielić wszystkich, dzieci zawinąć w dziurawy koc
Ale możemy świt w lesie witać, patrzeć wciąż w niebo, pożegnać noc
I nasz dobytek tak niepokaźny szybko pozbierać, ze sobą wziąć
|