Kanapowa dama
W pewien czerwcowy dzień
Znów ogarnęła mnie
Chęć na wyprawę poza miasto
Świetna rzecz !
Nie pojechałem sam
Przecież kobietę mam
Wzięła kapelusz i pięć sukien
Zbędny kram
Ref.
Błoga cisza, strumyka szmer
To pierwsza wspólna noc
Ona szlocha, bo pająk wszedł
Na koc
Mrówki w spodniach, we włosach bąk
A w trawie gniazdo os
Weź mnie -prosi- do domu stąd
Mam dosyć
Namiot złożyłem w mig
Przy niej opadłem z sił
Choć wtedy księżyc wyjątkowo
Piękny był
Teraz wyjeżdżam sam
Pachnie żywicą las
A z nią już tylko na kanapie
Spędzam czas
|